SPONSORZY

PATRONI

IMPREZY, KTÓRE LUBIMY

   Antykonwent Rafineria odbywa się co lato od 2011 roku. Kontynuujemy w prostej linii tradycje Tornado, który wychował składy naszych pierwszych Organizacji, jako oficjalny zlot fanów Neuroshimy – polskiego postapokaliptyczny systemu RPG. Trwamy tydzień, przyjeżdża nas zwykle ponad 100 osób. Mamy trzydniową Grę Terenową. Część Programową pełną prelekcji, konkursów i warsztatów.  Pomiędzy edycjami pozostajemy zgraną paczką, która wspólnie jeździ na konwenty i animuje życie kulturowo-naukowo-rozrywkowe. Jesteśmy zlotem robionym wolontaryjnie

non-profit przez fanów dla fanów. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Koszulki od Tornado 8 do Rafinerii 12

 Autorzy: T8 ?, R1 - Zerdal, R2-R12 - Malkav

 

   Historia konwentu jest tak samo długa, jak historia papierowego RPG Neuroshima. W 2002 roku na małym zjeździe kilku kumpli robiło betatesty Neuro. Rok później znowu się spotkali, opijać premierę, a dwa lata później zaprosili gości - fandom prężnie działający na kilku forach internetowych. Impreza dostała logo - zębatkę i nazwę, od najgorszego draga w grze - Tornada, które zsyła na człowieka wizje końca świata. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Tornada 3 - 7 organizowano w Czyżowicach jako tygodniowe spędy namiotowe, na których 3 dni grano LARPa (Terenówkę! Larpy mają elfie uszy!) w świecie NS a później kolejne 3-4 dni odbywały się spotkania z autorami podręczników, konkursy, turnieje gier - czyli konwentówka. Od 4 edycji pojawiło się strzelanie z replik ASG, a od 7 zaczęto wprowadzać fizyczne znajdźki w terenie zamiast karteczek i kartonów. To był konwent od fanów dla fanów, który kosztował masę wysiłku, czasu i zawsze przynosił straty finansowe organizatorom. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tornado 3 

 

   W tamtych latach odkryto również, że nerdy w terenie szybko mężnieją, że imprezy być muszą, że zapijać można i musztardą, że humor nie zna granic obyczajowych i że dupę pokazać można, a czasem nawet wypada. Mimochodem na konwentówkach przedpremierowo pojawiały się dodatki, testowano też nowe gry - np. Hexa i Tacticsa. 6 edycja nie wydarzyła się w 2008 roku, nie było też na niej terenówki, podczas której nikt nie próbował łączyć Neuroshimy z Zewem Cthulhu (zrobili to dopiero Najemnicy-kanibale z Mniami w 2019r). Niebyła edycja T6 sprawiła, że Dream Team starej organizacji przekazał Terenówkę w ręce trzech zapalonych graczy: Peterusa, Pawlaka i Zerdala. 

 

   Jakoś wtedy ukuła się pośród uczestników idea antykonwentu, czyli konwentu na którym nie ma grupek, nie ma podziałów, bo wyśmiewa się wszystko po równo, wiek uczestnika nie ma znaczenia, każdy integruje się z każdym a formy ekspresji zawierają się głównie w zakresie na typowych konwentach już penalizowanym. Antykonwent to miejsce gdzie prawicowy major wojska polskiego siedzi na jednej ławce z długowłosym hipisem i obrzucając się przeróżnymi inwektywami pijąc z jednej butelki. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dojechało wielu ludzi, ustalono że 10:15 to pora na praktycznie wszystko, że Orga poznasz po jego sandale, oraz że bywają bimbry - pogromcy warszawiaków i ich siermiężnych kobył. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Arena na Hali, Głuchołazy, Tornado 8 vel. Rafineria Zero,10-17.07.2011 

 

 

   Nowa organizacja dała radę i 7 edycją dowaliła do pieca, dlatego starzy organizatorzy zrezygnowali całkiem z pomagania. Podano sobie dłonie i przekazano prawa do nazwy. Do Org-teamu dobił Bor, Drozdek i Axi i zdecydowano o zmianie terenu na opuszczoną, poniemiecką halę sportową w Głuchołazach, gdzie panował kompletny Urbex. T8 poprzedził pierdyliard roboczogodzin wywożenia gruzu i zapychania spleśniałymi materacami dziur w podłodze. Efekt był powalający, ludzie ocipieli na nowym, ogromnym terenie. Narodziła się Obsługa (aka Perełki) - czyli dyżury na barze i mycie kibli dla dobra ogółu. A imprezy… wypogowaliśmy niezliczoną ilość nowych dziur w parkiecie, toczyliśmy walki w 200l beczkach, stał się Dreslarp, był pierwszy w Polsce pancerz wspomagany (pozdrawiamy Abu, współzałożyciela Mancraft). Kompletny sukces edycji może podkreślić tylko to, że w jej uznaniu starzy organizatorzy zażądali zwrotu nazwy. 

Skoro zaczęliśmy dyskutować o penisach, to warto nadmienić, że w konkursie na nową nazwę, rozpisanym wśród uczestników, wcale nie wygrała Rafineria. Wygrał Ssijpałkon. Jednak koniec końców nazwa “Rafineria: 100% Czystego Tornado” przemówiła do serca damskiej części jury, a drugie miejsce zajęły… “Ziemie Jałowe”. Zresztą autorzy tej drugiej propozycji, Rae i Siekier, po usłyszeniu odmownego werdyktu postanowili jednak ogarnąć jakiś konwent do tak dobrej nazwy i stąd do dziś mamy Ziemie! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nastały czasy Rafinerii. R1 było grube, najechało się ludu, podłoga całkowicie podziurawiona od tańców, mieliśmy pożar, szerszenie i po raz ostatni w historii - piwo z kija. Bycie w obsłudze stało się modne aż tak, że zza baru ludzi trzeba było wyrzucać. Pojawił się zwyczaj rutynowych testów wytrzymałościowych tego baru na wypadek tańczenia. Na R1 premierę miała też Neuroshima Tactics, słusznie miniony Neuroshimowy skirmishowy bitewniak. Edycja pokazowa została zresztą porzucona przez delegację Wydawnictwa Portal - Ci bawili się świetnie aż do momentu ugryzienia w pośladek przez jedyną z kobiet - Organizatorkę R. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Kolejny rok, kolejna zmiana warty. Terenówkę przejął Paprotek i Mack the Knife, w organizacji została Axi, Bor i Drozdek. Po R1 serio baliśmy się o nogi uczestników, tak bardzo podłoga ucierpiała od imprez. Jednak właściciel hali rozwiązał problem, wymawiając nam umowę na dwa miesiące przed konwentem, myśląc że halę uda mu się sprzedać. Nie sprzedał do dziś, hak mu w krzyż. Po tym ciosie organizacja miała dość, więc Mackie i Paps dobrali do pomocy Malkava i postanowili szukać nowej miejscówy na własną rękę. Szukano w Warszawie, bo tam mieszkali i tam udzielali się w środowisku ASG. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Uratował nas Killhouse grupy The Jokers. Mała hala w najgorszej części warszawskiej Pragi, którą właśnie odnowiono, aby strzelać tam się farbą albo wymieniać kompozytem. Miejsce za małe na terenówkę, ale tuż obok był pociąg, a pół godziny pociągiem - zrujnowany hotel w Otwocku, który Jockersi również dzierżawili. Teren potwierdziliśmy ze dwa tygodnie przed eventem. Wpadliśmy wtedy do Papsa na rozkminę... no i zostaliśmy. Ostatnie 10 dni mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu i w te 10 dni powstało 85% konwentu. Stukot klawiszy nie ustawał o żadnej porze, wydrukowaliśmy dwie ryzy papieru w tanim xero koło Polibudy, a spaliśmy pod pościelą z zasłonek. Zresztą, to mieszkanie służyło za melinę organizacji Rafinerii przez pięć następnych lat. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   R2 szła po bandzie, wszystko trzeba było załatwiać na nowo, na już, na wczoraj. Lokacja była tak żulerska, że nawet do sklepu na przeciwko nie wypuszczaliśmy nikogo pojedynczo a po przyjeżdżających nocnymi pociągami czasem szły grupki po kilkanaście osób. Po raz pierwszy piwo było z butli, narodziła się tradycja Perły, sikacza który wtedy wszedł na rynek. Żeby budżet się spiął, wymalowaliśmy na hali dziesiątki murali w ramach “opłaty pracą”. Na terenówkę setka ludzi w strojach i pod bronią pojechała pociągiem podmiejskim, a dowódca szlachciców wykłócał się z kasjerką, że za bilety nie zapłaci w złotówkach tylko w wekslach Federacji Appallachów. Graliśmy non stop 3 dni, spaliśmy na szkle i gruzie, ruinę dzień i noc ostrzeliwał zaprzyjaźniony sklep ASG który przekazał nam na ten cel jakieś 20 000 kulek, wszystkie z prędkością ok 120 m/s. Po ostatnią skrzynkę piwa gracze czołgali się 100m pod ostrzałem… Udało się, uczestnicy zgodnie stwierdzili, że… jak na te warunki, wyszło prawie OK. Kiedy nieśmiało pytaliśmy czy wrócą - odpowiadali - NO KURWA! 

 

   Następne 4 lata siedzieliśmy w Piątku, gdzie wynajmowaliśmy Battle Arenę - PRLowską fabrykę przetworów przerobioną na poligon CQB. Mały obiekt z wieloma budynkami, podziurawionymi od kul wrakami samochodów i centralnym bus-pasem na którym stał (uwaga, będzie zaskoczenie) autobus! Do organizacji dołączył Xan, potem miejsce Papsa i Mackiego zajęli Kudłaty i Wiolka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Terenówki były różne, a to małe grupki wyjadały ze śmietników i kitraly się po krzakach, innym razem gangi aż trzęsły całym terenem, a jeszcze kiedy indziej siedzieliśmy ukryci na najwyższym piętrze najwyższego budynku, a po terenie swobodnie przetaczał się Moloch. Co roku inaczej, co roku w innym stylu. Zapłonął krzak, kiedy indziej zajął się autobus, od petard tynk się sypał na głowy. 

 

   Na konwentówkach były prelekcje, spotkania z mądrymi ludźmi, z autorami książek, kręciliśmy też film a Dżu rozwieszała swoje obrazy. Co roku przychodziła kurewska burza która zalewała wszystko i wszystkich, więc w końcu zabraliśmy pontony i boje ratowników. Wszyscy wstawali rano, bo o 10 solar terror nie pozwalał być w namiotach. Wieczorami codziennie łupał muzyczkę DJ Ibiza, a za dnia również codziennie ktoś się rozjebywał o teren i trzeba było go wieźć na SOR. Na jednej edycji były to zresztą trzy barmanki, które kolejno, jednego dnia strzeliły sobie kapslem w oko otwierając konwentowiczom piwo. Od tamtej pory panował zwyczaj ostrzegawczego okrzyku “Oczy!” przed napoczęciem złotej Perelli. Zdobyto komin kotłowni, zbudowano prysznice polowe a także wyznaczono kąt padania słońca który robił z owych pryszniców polowych efektowne kino cieni.  Zaśpiewano każdą piosenkę Diseya, rozegrano LARPa Kucyków Pony, najdłuższy na świecie Kontener oraz co roku inaczej toczono tego samego Dreslarpa. Raz nawet spontanicznie, ale za to na pełnej kurwie, z przyśpiewkami, szturmem policji z tarczami i niebieskimi światłami. Z baru kupowano wodę w butelkach na armatki wodne, a na zakończenie poniesiono najaktywniejszego kibica na ramionach na wspólną imprezę. Wtedy też, skoro i tak wszyscy mokrzy, narodziła się akcja społeczna: uwolnij piersi i wskakuj na bar. Piwa wypito tyle, że ustawiła się z tego cała ściana. Kiedy chcieliśmy już zacząć ją sprzątać, właściciel terenu zmieszany podszedł i zapytał… Ej, a moglibyście mi te butelki zostawić? dobrze tu wyglądają. Od tej pory Rafka z buta wjechała w biznes stawiania ścian z butelek po piwie. Byliśmy w tym przodownikam i ekspertami poziomu wyoskiego!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Po R6 nadszedł czas na kryzysowe spotkanie w słynnej piwnicy Sokoła i Rafkę na jeden rok przejęli Malkav i Reiter. Buka powróciła a Moloch zrobił totalny klimat. Na terenie Piątku zawita Food Track obfitujący w różne rozmiary średniej pizzy! (nawet hawajskiej...) Makarowie po raz kolejny organizują konkurs ,,Kobiety VS Mężczyńni" w którym to na zadaniu grzebania w babskiej torebce, wymięka KAŻDY. Mężczyźni opanowują sztukę makijażu lepiej od kobiet i dowiadują się czym jest ZALOTKA. Szatan wymyśla walki w kisielu, co prawda wychodzi krochmal, ale konkurs świetnie się sprawdził jako lek na porannego kaca. Tradycyjnie zostaje rozegrany Kontener - a pierwsza zasada konteneru to nie mówić o kontenerze. Ludzie ludźmi grają w szachy, Dibbler opowiada prelekcje przy ognisku a w innym fragmencie opuszczonej fabryki przetworów owocowych, trwają zajęcia CQB prowadzone przez Białą Twarz. Imbir się rozkracza i jedzie na SOR. Powstają zakłady o to , kiedy nasz kochany Żółty, sobie coś rozwali a jest niemal w 100% pewne że sobie coś rozwali BO TAK. Jest jeszcze wiele innych których wymienić nie sposób. To po prostu trzeba

przeżyć a kto przeżył ten przeżył, a kto umarł ten nie żyje. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Duży Fort, WarGames Centrum Rozrywki Militarnej, Wola Wodyńska 

 

   Czas płynął a Rafkowicze, mimo że kochali Piątek, poznali już w nim każdy delfin. Przyszedł czas na zmianę. Historia płynnie przeszła w teraźniejszość i na R8 kolejne pokolenie organizatorów pod przywództwem Małżeństwa Makarów  założyło pełnoprawne Stowarzyszenie i zaczęło robić Rafki w Woli Wodyńskiej. Właściciele aktualnego terenu nadają z nami na tych samych falach i pozwalają nam na dobuowywanie coraz to kolejnych gówno-chatek, konkretnych barów czy glinianych pieców do pizzy. W pandemię nie odbyła się żadna paraRafka. Kilkanaście osób wcale sie spędziło tygodnia kopiąc dołki i kąpiąc się w basenie. To tylko pomówienia...

 

 

 

Poprzednie edycje 

DO GÓRY